Thriller

Gra pozorów

Brutalny, mocny, drastyczny wręcz thriller „Trzy sekundy” dwójki szwedzkich autorów – Andersa Roslunda i Börge Hellströma – nie zawiedzie fanów skandynawskich kryminałów. Znajdą w nim wszystko, co lubią w powieściach tego nurtu, określanych często mianem „nordic-noir”. Tutaj też historia jest mroczna i brutalna. Dość zawikłana, ale opowiedziana w prostych, reporterskich zdaniach, które sprawiają, że książkę czyta się świetnie. Chmurny klimat potęguje grozę, napięcie rośnie i trzyma nas w kleszczach aż do zaskakującego finału. Co ciekawe, książka ma polski wątek, więc tym bardziej warto po nią sięgnąć.

Przemytnik z polskiej mafii

Główną postacią jest tu Piet Hoffmann, facet o mocnej pozycji w polskiej mafii, organizującej przemyt amfetaminy do Szwecji. Ale to tylko jedna z jego twarzy. Bo tak naprawdę Hoffmann to policyjna wtyczka, człowiek, który od lat pomaga organom ścigania w rozpracowaniu największej w kraju grupy przestępczej. Teraz przed nim wyjątkowe zadanie. Ma na polecenie władz zająć się wprowadzaniem amfetaminy do szwedzkich więzień. I zdobyć dość informacji, by policji udało się przyskrzynić mafiozów. Aby akcja się powiodła, Hoffmann musi dać się zamknąć za kratami. Trafia do prawdziwego piekła, do więzienia o zaostrzonym rygorze, wiedząc, że będzie zdany tylko na siebie. I tam zaczyna się jego koszmar.

Bo oto któryś z inspektorów policji, nieświadomy jego prawdziwej tożsamości, zaczyna grzebać w jednej ze spraw, w których Hoffmann maczał palce. Już wkrótce dla wszystkich stanie się jasne, że to policyjna wtyka, a jego życie zawiśnie na włosku…

Świetnie opowiedziana historia

„Trzy sekundy” miały w Szwecji świetne recenzje, zdobywając wszystkie możliwe wyróżnienia w swojej kategorii. Zgarnęły tytuł najlepszej powieści kryminalnej roku, a czołówki bestsellerów okupowały przez osiem miesięcy. Czytelnikom spodobał się i temat, i pomysł, ale przede wszystkim docenili wykonanie, sposób opowieści. Książka ma wręcz obłędne tempo – to ciąg błyskawicznie następujących po sobie scen, dynamicznych, krótkich, pełnych emocji. Całość przypomina film akcji albo raczej dokumentalną telenowelę, bo zdarzenia, choć brutalne, mocno trzymają się ziemi, są realistyczne. Roslund i Hellström świetnie łączą z powieściową fikcją niemal reportażowe wstawki z zakładów karnych i z policyjnych biur, pokazując, jakie mechanizmy rządzą w tych miejscach. Zresztą mają po temu kompetencje – ten pierwszy przez lata był dziennikarzem, ten drugi pracował w ośrodku zajmującym się nieletnimi przestępcami. Efektem jest naprawdę mocna mieszanka i historia, w którą łatwo uwierzyć, że zdarzyła się naprawdę.